Thursday, August 4, 2011

Wielki Dzien!

3 sierpnia 2011 mama miala isc na kontrole. Jeszcze w domku troche sprzatala, myla schody i inne rzeczy szybko szybko bo juz jakos tak miala przeczucie ze to juz moze byc osttanie sprzatanie przed wielkim dniem. Po kontroli mama juz nie mogla wrocic do domu, nawet na chwile po torbe z pidzamka, po nic. Musiala zadzwonic po tate zeby tata wszystko przywiozl. Mama musiala plakac bo bardzo jeszcze chciala isc do domu a tu okzalo sie ze nastpenego dnia beda wywolywac poród. Niby wszystko ok bo wszyscy wiedza ze ja w koncu musze wyjsc na zewnatrz ale mama jeszcze jakby chciala mnie troche zatrzymac w brzuszku, troche sie bala a troche nei chciala tesknic za brzuchem bo jednak lubila ten swoj okragly brzuch. 
Caly wieczor mame bardzo bolala glowa przez placz i nie chciala zeby tata szedl do domu na noc i nie mogla spac. Wielkie zdenerwowanie bo jutro urodze sie JA

Z rana juz o 7 przyszly pielegniarki aby zbadac mame. Okazalo sie mama juz miala rozwarcie na 3cm i nie trzbe abylo zadnych zeli i innych specifików aby przygotowac mame do porodu bo jednak ja juz pomalu stawalam sie gotowa aby wyjsc na ten swiat. Mama szybko zadzownila do taty ze ma wstawac, ubieraz sie i szybko gnac do szpitala bo ja sie zaraz bede rodzic. I zabrali mame juz na sale porodowa nr.1. czyli najblizej gabinetu lekarskiego w wrazie gdyby cos sie dzialo przez mamy wysokie cisnienie. Mama musiala znowu dzwonic do taty ze ma natychmiast przyjechac bo chyba tato nie wzial sobie slow mamy na serio a pielegniarki caly czas pytaly: gdzie maz, gdzie maz, prosze dzwonic po niego. Az w koncu tatus sie pojawil,  zderwowany i podekscytowany ale wciaz z nieschodzacym usmiechem na ustach.
Mama miala dwie kroplówki, jedna a magnesium na wysokie cisnienie a druga na wywolanie porodu wiec byla uziemiona na lozku z dwoch stron i nie mogla za bardzo wstac z lozka bo wszedzie byly kable. Najpier wszystko zaczelo sie bardzo spokojnie. Mama sobie lezala na lozku i pisala z babcia i dziadkiem na skypie, a tato na siedzial na krzesle i tez sprawdzal wiadomosc i gral w gierki na komórce. Polozna przychodzila caly czas i zagladala w kroplówki a mama niczego sie niepodziewajac dalej sobie czatowala. Okazalo sie ze polozna caly czas zwiekszala dawke tak aby w koncu pokazaly sie jakies skurcze. No i pokazaly sie, pierwszy skurcz spodowowal ze mama tylko szeroko otworzyla oczy i spytala: „auuu, co to jest” i wtedy okazalo sie ze to pierwszy skurcz. Mama pomyslala ze jak tak ma byc to nawet da sie to przezyc, nie wiedziala wtedy ze skurcze beda sie nasilac i wystepowac bardzo czesto, nawet za czesto, bedzie to prawdziwy sztorm skurczy!
Wiec po krótkiej chwili mama pozegnala sie z babcia i dzadkiem bo juz raczej nie mogla sie skupic na pisaniu.
No i zaczelo sie, skurcz za skurczem, bardzo mocny, bardzo czesto, wykrecalo brzuch na wszystkie strony. Mama miala dopiero 4 cm rozwarcia jak juz byla cala upocona i miala dosc. Wtedy poprosila o epidural, znieczulenie w kregoslup. Przyszedl anestezjolog i wbil mamie kabelek do kregoslupa po którym juz mialo nie bolec. Mama sie polozyla i chciala troche odpoczac, skurcze byly ale nieco mniej silne. Po 15 min. polozna kazala sie mamie polozyc na drugi bok aby znieczulenie dzialalo za kazdy nerw no i wtedy znieczulenie puscilo, niemozeliwe ale po prostu przestalo dzialac. I wtedy dopiero sie zaczelo, byl i krzyk, wicie sie na lozku, prawie przeklenstwa ale tylko jak tato sam zostawal z mama w pokoju i nawet w pewnym momencie modlitwa, gdzie mama zamknela oczy i mowila „ojcze nas który jest w niebie...”. Tato zdziwiony pytal: „co ty mówisz?” bo myslal chyba ze mama majaczy. A mama sie modlila bo juz nic innego na ból nie pomagalo. Tato mógl ogladac skurcze na monitorze i uspokjal mame ze juz sie skurcz konczy, ze jeszcze chwila a tak naprawde skurcz dopiero wznosil sie ku górze. Mama nie widziala monitora wiec wierzyla tatowi a on tym sposobem chcial ja pocieszyc. To juz nie byly skurcze brzucha tylko skurcze posladków. Przy kazdym skurczu tato musial mame naciskac mame w pupe tak zeby zagluszyc troche te skurcze. A one byly bez przerwy, nie bylo miedzy nimi przerw, jeden za drugim. Ale za to cala akcja szybko postepowala i szedl cm za cm w szybkim tempie.
W koncu byl taki moment ze mama juz nie mogla dluzej i musiala przec, nadszedl ten czas kiedy juz musialam wychodzic. Mama mocno mnie wypychala przez 22 min. i w koncu dokladnie o godzinie 17.15 zostalam wyciagnieta i polozona u mamy na brzuch. Troszke poplakalam ale jak tylko bylam u mamy na brzuchu i mama mnie przytulila juz bylam cichutka i spokojna. Tatus mnie pocalowal w raczke i sie przykleil bo bylam cala usmarowana na bialo. Mama bardzo chciala zobaczyc moja buzie bo lezalam do niej glowka. Bardzo szybko zaczelam szukac mamy cyca buzia bo juz zrobilam sie glodna po tej calej akcji i zaczelam ciagnac z calych sil. Zostalismy sami, mama, tata i ja. To byl magiczny czas we trojke, nasze pierwsze minuty spedzone razem.
Pozniej przyszly polozne i mnie zbadaly, wszystkei refleksy, zwarzyli, powycieraly troche i ubraly w ubranko przygotowane przez mame. Mama przez ten czas poszla sie wykapac i ubraz tez w pidzamke. Dali mnie mamie na rece, mama usiadla na lozko, tato wzial wszystkie nasze torby i tak przenieslismy sie do naszej sali. Mama jechala przez korytarz bardzo dumna, przeszczesliwa, pelna sily i adrenaliny a wszystkie pielegnairki na korytarzu nam gratulowali. Na Sali bylismy ok. godz. 20.00 i wtedy moglismy sie soba nacieszyc. Znowu mialam czkawke tak jak bardzo czesto sie zdarzalo u mamy w brzuchu, mama sie smiala, tato mnie tulil, robili mi filmiki, byl to nasz najszczesliwszy dzien w zyciu.
W ten sam wieczor jeszcze przyszla do mamy Katarzyna M. z Miladem zobaczyc mnie, przyniesc piekne rozowe kwiaty i prezent (wielkie czerwone pudelko z ciuszkami z Esprita i H&M). Wieczorem kiedy pierwsi goscie juz poszli zostalismy sami w Sali we trojke, ja spalam caly czas, bylam bardzo zmeczona i znowu mialam mocna czkawke, az sama  sie budzilam przez nia. Mama i tata bardzo sie cieszyli ze juz jestem razem z nimi na tym swiecie. Pierwsza noc w szpitalu nie przebiegla calkiem dobrze, ja spalam, bylam bardzo zmeczona ale mame bolala raczka. Miala zle wlozony wenflon i reka bardzo spuchla i zsiniala wiec mama sie meczyla w nocy. Po 5.00 rano mama wysylala sms-y do kolegow z pracy ze sie urodzilam. Wszystkie reakcje z powrotem przyszly kilka godzin pozniej kiedy wszyscy juz wstali zeby isc do pracy.
W druga noc mame juz reka nie bolala ale za to ja zrobilam sie glodna i czasem spalam, czasem nie. Mama mnie troche lulala, troche spalam z nia na duzym lozku, troche ssalam cyca ale nie bylo tam jeszcze mleka wiec nic mi to nie dalo a mama nie miala smoczka dla mnie. 

No comments:

Post a Comment